16 sierpnia w Berlinie wystąpi założyciel zespołu Wały Jagiellońskie, kompozytor i autor tekstów – Grzegorz Bukała. Na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, zdobył jedyną w historii tego festiwalu nagrodę „Solidarności” tzw. „Złoty Kafel”. 

Kariera

Urodziłem się w połowie ubiegłego wieku. Gdy byłem już dość dużym chłopcem, podczas studiów na Politechnice Gdańskiej, wraz z grupką kolegów, wśród których był i ten największy – Rudi Schuberth, założyliśmy przedsiębiorstwo rozrywająco – skandalizujące, które nazwaliśmy „Wały Jagiellońskie”. Od samego początku, czyli przełomu 1975 i 1976 roku, aż do końca, czyli lipca 1989 roku, byłem liderem i szefem artystycznym zespołu i jego jedynym członkiem, który wytrwał od pierwszych, do ostatnich dni jego istnienia. Rudi na ten przykład miał ponad trzyletni romans z TEY-em, a managerów, muzyków i innych artystów (Wojtek Belon, Jędruś Poniedzielski, Jerzyk Filar, Marcin Daniec…) przewinęło się przez tych 13 lat ponad pięćdziesięciu.

Sukcesy

Sukcesy przyszły dość szybko. W roku 1978, na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, otrzymałem ex aequo z Jackiem Kaczmarskim i Waldkiem Chylińskim Grand Prixa za „Wariacje n.t. skrzypka Herzowicza”, a Rudi, za „Ciebie brak” – nagrodę dla festiwalowego przeboju.

I jeszcze w tym samym roku wpadła nam w ręce Nagroda Dziennikarzy akredytowanych przy opolskim Festiwalu Piosenki Polskiej. Opole w ogóle było dla nas szczęśliwe. Dwukrotnie wywieźliśmy stamtąd Karolinki przyznane przez amfiteatralną publiczność, a raz – w pamiętnym roku 1981, jedyną w dziejach ludzkości (nigdy wcześniej – z powodów oczywistych i nigdy później – z jeszcze bardziej wiadomych przyczyn) nagrodę – Złoty Kafel Solidarności dla najlepszej piosenki kabaretowej festiwalu – „Nasz pierwszy elementarz”. Do tego trzy tzw. „płyty długogrające” sprzedane w łącznym nakładzie ponad miliona egzemplarzy, ponad 2 500 koncertów w kraju i poza jego granicami, przeboje na listach… Aż nastąpiło zwane zmęczenie materiału i po moim odejściu zespół dokonał żywota.

20 lat minęło

Zrobiłem sobie dłuższą, prawie dwudziestoletnią przerwę od śpiewania i odciąłem od polskiego szał-biznesu. Ale piosenki pisałem nadal, do szuflady. Aż w końcu uzbierało się ich tyle, że postanowiłem wydać swoją pierwszą w pełni autorską płytę. I udało się. w lutym 2008 r. w Trójkowym studio im. Agnieszki Osieckiej zagrałem z 17 osobową orkiestrą koncert, który na żywo popłynął w eter, a zarejestrowany, ukazał się na płycie, którą nazwałem „Pocztówki z Macondo”. Świetne aranże Marcina Partyki i wspaniali młodzi muzycy (studenci i absolwenci Katowickiej Akademii Jazzu) sprawiły, że płyta uzyskała nominację do Fryderyków, a ja ponownie zacząłem pokazywać się na estradzie.

Koncert w Berlinie

W Berlinie pojawię się po raz drugi i ponownie z Wałami, gdyż rok temu podjąłem decyzję o odkurzeniu szyldu i coraz częściej, jako Grzegorz Bukała & Wały Jagiellońskie, śpiewam zarówno nasze evergreeny sprzed lat, jak i moje, napisane już po odejściu z Wałów piosenki. Zagramy w składzie kameralnym, klubowym, ale mam nadzieję, że ten aktorski recital zatytułowany „Było sobie życie, czyli rozważania nad niedopitą szklanką”, przypadnie Wam – berlińska publiczności, do serc.

Pytania od czytelników Berlin po polsku

Co działo się z Panem przez tyle lat? – 60 letni fan

Po odejściu z Wałów nadal pisałem swoje piosenki, czego dowodem jest m.in. ta nominowana do Fryderyków ‚2009 płytka „Pocztówki z Macondo” i gotowy materiał na przynajmniej jedną kolejną. Poza tym, od czasu do czasu, gdy ktoś sobie o mnie przypomniał, grywałem swoje autorskie racitale z towarzyszeniem większych, lub mniejszych kapelek. Ale przede wszystkim nauczyłem się nowego fachu i zostałem jednym z pierwszych w Polsce niezależnych producentów telewizyjnych. Miałem swoje autorskie programy na antenach regionalnych telewizji w Krakowie i Bydgoszczy, a jeden z nich – „VIP à la carte”, w którym gotowałem zaproszonym, znanym z pierwszych stron gazet gościom, ich ulubione potrawy i rozmawiałem o ich pracy, pasjach i bieżących problemach w kraju i zagranicy. Byłem też geszeft-fürerem w Berlińskim sklepie (elektronika) i dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury na Roztoczu.

Czy mógłby Pan opowiedzieć o cenzurze w latach 70tych w Polsce i porównać ją do obecnej sytuacji i jak odniesie się Pan do nagonki na środowiska LGBT? – Agnieszka, lat 55

Cenzura

Cenzura za komuny? Była i wcale się z tym czerwone nie kryły
i jeśli chciało się publicznie zabierać głos, należało sobie z tym radzić. Jedno jest pewne, fakt jej istnienia wymuszał na twórcach szukanie takich środków wyrazu, by przekazać to, co się przekazać chciało, ale tak, aby cenzor nie mógł tego formalnie zablokować. Efektem była dużo większa kultura komunikacji.
My po stanie wojennym otrzymaliśmy zakaz występu w Gdańsku i okolicach (uchylony przez łaskawców dopiero w roku 1986) i w efekcie, przytuleni przez dyrektorkę krakowskiego PSJ – Terenię Poprawową, zostaliśmy „jazzmenami z Galicji”. Z dużym pożytkiem dla sztuki wielką frajdą dla nas.
Dzisiaj, przy ciągle jeszcze funkcjonujących mediach niezależnych i w dobie internetu, miłościwie nam panująca bolszewia może nam tylko na pukiel skoczyć. Ale sposób działania tych mediów, które dobrozmieńcy zdołali opanować, bardzo przypomina czasy dawno i słusznie minione.
A na czym to polega? Opowiem Wam anegdotkę, czyli tak zwany „fakt autentyczny”, który miał miejsce we Wrocławiu, w latach 70. minionego wieku. Do cenzora, z nową ramówką (czyli tekstami skeczów, piosenek i słowa wiążącego) udało się dwóch koleżków, Krzyśków – Szczucki i Piasecki, którzy tworzyli znakomity kabaret „Brylantowe Spinki” (wówczas, obok „Salonu Niezależnych” najlepszy ze studenckich kabaretów). W trakcie ich wizyty, do gabinetu wpadł z pianą na ustach manager światowej sławy pianistki Haliny Czerne-Stefańskiej, która miała wystąpić w Hali Ludowej z recitalem utworów Fryderyka Chopina, z awanturą na okoliczność braku zgody na druk plakatów informujących o tym artystycznym wydarzeniu.
Gdy cenzor podtrzymał swoją decyzję, padły grube słowa, obelgi i groźby poparte nazwiskami sekretarzy z najwyższej półki. Gdy mimo tego wszystkiego mężczyzna niczego nie wskórał, wybiegł wściekły z pokoju i trzasnął drzwiami. Skonfundowany jaśnie pan cenzor, widząc głupie miny obecnych przy tej scenie koleżków – kabareciarzy, skomentował całą sytuację:
– Panowie, ja tej zgody wydać nie mogę. Przecież mam tu czarno na białym napisane w wytycznych (i tu pokazał im wyjętą z szuflady biurka mityczną „czarną” księgę zapisów): MS Chopin zatonął na Morzu Północnym, są ofiary, żadnych informacji w tym temacie.
No to teraz już wiecie, dlaczego widzowie TVP tak się zdziwili dymisją marszałka Kuchcińskiego. Przecież o jego żadnych lotach samolotami nie słyszeli.

LGBT

Niczego nie naprawią ani wredne wypowiedzi rządzących i świecznikowych urzędników KK, ani najliczniejsze marsze protestu, dopóki każdy z nas (a o to będzie już tylko trudniej) nie zakarbuje sobie w sercu, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, każdej istocie i wszystkim formom życia na naszej planecie. Inaczej wkrótce życie na Ziemi zaniknie. A wszystko przez ten kretyński prikaz „Najwyższego”: Idźcie i czyńcie tę Ziemię wam posłuszną. Ohyda! Znacie taką piękną piosenkę Grażki Łobaszewskiej – „Gdybyś innym ptakiem był”, którą wygrała kiedyś Opole?
Po latach dowiedziałem się, że autor tekstu, przesympatyczny, wyciszony i zawsze trzymający się na uboczu chłopak – student gdańskiej ASP, popełnił samobójstwo. Był „inny”. I teraz posłuchajcie tej piosenki raz jeszcze.

Koncert Grzegorza Bukały i Wałów Jagiellońskich, odbędzie się 16 sierpnia 2019, o godzinie 19.00 w Klubie Polskich Nieudaczników przy Ackerstr.168.